Wnętrze Analog Astronaut Training Centre (AATC), fot. Materiały prasowe
Czym na tym tle będzie wyróżniał się habitat, który obecnie jest budowany na AGH?
Nasz habitat będzie wyjątkowy w skali świata, ponieważ oprócz treningu astronautów będziemy skupiać się na technicznych aspektach misji, czyli jak prawidłowo przygotować eksperyment na stacje kosmiczne, w szczególności na stację ISS i przyszłą stację Gateway na orbicie okołoksiężycowej. Odwzorowany będzie moduł Columbus, do którego od 2025 Polacy mają dostęp dzięki misji IGNIS z astronautą Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim na pokładzie. Studenci i pracownicy AGH, współpracownicy a także przedstawiciele przemysłu będą mogli testować tutaj swoje projekty podnosząc ich poziomy gotowości technologicznej (TLR – Technology Readiness Level) i tym samym zwiększać szanse na lot w konkurencyjnej Europie. Obecnie realizowane w Centrum Technologii Kosmicznych dwa projekty na Międzynarodową Stację Kosmiczną: MXene in Leo oraz BioSigN we współpracy z Niemiecką Agencją Kosmiczną, dają nam unikalne doświadczenie i niezbędną wiedzę do dzielenia się aktualnymi procedurami i metodologią prowadzenia badań w środowisku stacji kosmicznej.
Czy izolacja w habitacie to dla człowieka doświadczenie z gatunku tych ekstremalnych?
Myślę, że wiele osób ma takie ekstremalne środowiska w swoich domach, tylko traktuje to jako normalność. Przyglądamy się tym „ekstremom”, regularnie mierząc parametry fizjologiczne, czytając dzienne raporty załogi czy też analizując testy kognitywne i wypełnione kwestionariusze psychologiczne. Sprawdzamy wszystko co jest mierzalne, np. ilością wypitej wody, przebytym dystansem na bieżni, czasem wstrzymywanego oddechu, pamięcią do liczb a nawet ilością zużytych mokrych chusteczek w celach higienicznych. Dowiadujemy się w ten sposób, jakie niebezpieczeństwa będą na nas czyhać w kosmosie i jak wyeliminować je z codziennego życia.
Co stanowi większy problem w kontekście kolonizacji obcych globów – biologia czy psychologia człowieka?
Myślę, że psychologia jest jednym z kluczowych wyzwań, ponieważ to nadal niezbadana dziedzina wiedzy. Z dziejów historii i własnych doświadczeń wiemy, jak człowiek w sytuacjach ekstremalnych potrafi się zmienić, jakie są trendy i nieuniknione reakcje na stres, na które niestety wciąż nie potrafimy w pełni zaradzić. Czynnik ludzki i popełniane błędy są wpisane w naszą naturę, ale często pomijane w planowaniu misji i projektowaniu procedur. Może to prowadzić do obniżenia poczucia pewności siebie wśród astronautów, a stan ten w połączeniu z izolacją od światła słonecznego może prowadzić do stanów obniżonego nastroju, w następstwie zaś trwałego obniżenia poziomów serotoniny w układzie nerwowym prowadząc do depresji lub agresji.
Kim są osoby, które zgadzają się zamknąć w habitatach w roli obiektów doświadczalnych? Jakie stawia się przed nimi zadania?
Przede wszystkim są to ludzie z otwartym umysłem, którzy lubią przygodę i pracę nad sobą. Pobyt w habitacie to bowiem trening ciała i umysłu w ściśle kontrolowanych warunkach. Nikt nie zgłasza się do nas na siłę, zawsze najpierw jest to wola drugiej strony. Jeśli mamy wolne miejsca na daną misję, przyjmujemy wszystkich, aby zebrać kompletną załogę liczącą 6 osób. Rzadko, ale zdarza się i to, że organizujemy misje jednoosobowe. Tutaj wchodzą twardziele, głównie żołnierze, albo inne jednostki specjalne.
W zależności od tego, kto wchodzi do bazy, wyznaczamy odpowiednie zadania dostosowane do poziomu i doświadczenia analogowego astronauty. Przykładowo, dla dziennikarza przygotowuję eksperyment, aby zrobił nagranie i reportaż o dźwiękach w habitacie. Dla informatyka czeka czujnik do zaprogramowania. Ale eksperymenty to nie wszystko. Każdą osobę z załogi pytamy o oczekiwania wobec realizowanej misji. Dla wielu z nich motywację stanowi pogłębienie wiedzy na temat stanu własnego zdrowia. W warunkach izolacji ten stan mocno odbija się na pozostałych członkach załogi. Jak na dłoni widać, kto jest toksyczny, a kto promienieje pozytywną energią. To daje osobom uczestniczącym w misji sporo do myślenia i stanowi skuteczny pretekst do zmian w życiu.
Analogowi astronauci w trakcie misji w Analog Astronaut Training Center (AATC), fot. Materiały prasowe
Czyli można powiedzieć, że analogowi astronauci i astronautki w zamian za poświęcenie się na rzecz nauki mogą dostąpić swego rodzaju katharsis.
Mieliśmy raz naukowca po pięćdziesiątce, którego sposób funkcjonowania był tak ujednolicony, że przestał kreatywnie myśleć. Decydując się na przyjazd do Polski na misję liczył, że opuści strefę komfortu a w efekcie pojawią się świeże pomysły. I rzeczywiście, patrząc z perspektywy zorganizowanych 93 misji mogę przyznać, że w ich trakcie resetujemy ludziom nawyki poprzez ścisły grafik i procedury. Tydzień to oczywiście za mało, aby całkowicie zerwać z nawykami, ale kilka osób mi podziękowało, że poprzez udział w misji przestało pić kawę i inne używki, zaczęło regularnie się odżywiać, trenować i spać po 8 godzin dziennie.
Myśli pani, że zamieszkanie na Księżycu czy na Marsie też może uczynić ludzi lepszymi?
Uważam, że szczególnie mogą zyskać na tym otwarte umysły, które chciałyby spojrzeć na prawa natury w oderwaniu od naszych utartych doświadczeń. Z perspektywy ludzi ziemskie życie stanowi normę, ale każdy kto stanie Księżycu, może zobaczyć, że w skali kosmosu jest ono absolutnie wyjątkowe! Myślę, że już samo wyobrażenie sobie tego powoduje, że zaczynamy patrzeć na innych ludzi z większym szacunkiem.
Może powinniśmy wysłać tam niektórych ziemskich liderów, ale tego pewnie tu nie napiszemy.
Idea, że pierwsi politycy powinni udać się w podróż choćby na Międzynarodową Stację Kosmiczną, nie jest niczym nowym. Ja też się pod nią podpisuję.
Czy śledzi Pani projekty habitatów księżycowych i marsjańskich, które tworzą różne startupy? Powinniśmy traktować proponowane przez nie rozwiązania poważnie, czy raczej jako science fiction?
Bardzo się cieszę, kiedy zapraszają mnie takie zespoły i proszą o opinie. Współpracuję z osobami tworzącymi habitaty w Indiach, w Armenii czy w Ameryce Południowej, które wykonują naprawdę ciężką pracę na rzecz przyszłości. Czy możemy nazwać to science fiction? W mojej opinii ważny jest aspekt edukacyjny. Musimy bowiem uświadamiać ludzkość, że czas wyjścia z kolebki Ziemi jest dzisiaj i to co było dawniej, już nie wróci. Nie wszyscy o tym wiedzą, nie wszyscy są gotowi – dlatego taka działalność to swego rodzaju apostolstwo. Z każdym dniem przesuwa się horyzont percepcji, a za nim zmieniają się emocje, tworząc nowe, niezdefiniowane jeszcze słownie twory myślowe.
Henk Rogers, właściciel habitatu na Hawajach [HI-SEAS], powiedział, że jako ludzkość mamy dług wobec Ziemi. Będąc jej dziećmi, powinniśmy pomóc jej rozprzestrzenić życie na innych ciałach niebieskich, aby ożywić Wszechświat złożonością materii. Przyszedł czas, że jest to możliwe.
Ta mesjanistyczna idea może się nie spełnić, bo na przykład kolonizację obcych globów powierzymy inteligentnym robotom. Czy wobec tego wysiłek, który wkładamy obecnie w jej urzeczywistnienie, nam – maszynom biologicznym – przyniesie jakiekolwiek korzyści?
Korzyści z technologii projektowanych dla załogowych misji kosmicznych jest wiele. Są nimi różnego rodzaju lekkie materiały takie jak polary, rzepy i pianki dopasowujące się do kształtu ciała. Kolejną korzyścią jest opracowywana na potrzeby stacji żywność liofilizowana, probiotyki czy spersonalizowane suplementy witaminowe. Trwają badania nad dietą, którą można będzie ułożyć w oparciu o artykuły produkowane we własnym domu, na ograniczonej przestrzeni z pomocą kuchennych robotów i wertykalnych, zautomatyzowanych upraw. Rozwijane są systemy monitoringu zdrowia, zwłaszcza dla osób starszych, niepełnosprawnych czy kobiet w ciąży. W przyszłości nie będzie się chodziło do lekarzy, ale samemu będzie się wykonywać podstawowe zabiegi z pomocą inteligentych maszyn. Diagnostyka i porady psychologiczne oparte będą na uczących się programach i aplikacjach mobilnych.
Prowadzone są badania nad rozwojem metod przeciwdziałania procesom starzenia w kosmosie, hibernacji ludzi w czasie długich podróży na Marsa oraz przywracania sprawności fizycznej astronautów po długoterminowych misjach kosmicznych. Działania te to korzyści dla wszystkich, chcących żyć długo, zdrowo i aktywnie. Droga w kosmos to droga do nieśmiertelności.
Myśli pani, że pokolenie obecnych studentów dożyje momentu, kiedy człowiek faktycznie spróbuje stanąć na Marsie, a później tam zamieszkać?
Mocno wierzę, że my też tego doczekamy. Żyjemy w czasach Elona Muska, a to są naprawdę niezwykłe czasy. Nie wiem, na ile ludzie sobie zdają z tego sprawę, ale mamy szczęście na własne oczy obserwować totalną zmianę biegu historii. Można krytykować, śmiać się, ignorować, ale to nie zmieni odwagi i konsekwencji jednego człowieka, który pokazuje, że słowo „niemożliwe” to jedynie wyraz na literę „n”.
Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że podczas tej rozmowy zasypie mnie pani technicznymi analizami, a najwięcej mówiliśmy o przymiotach umysłu.
No bo właśnie o to w tym wszystkim chodzi – trzeba mieć wizję. Świat bez niej jest światem w ciemności. Moja wizja jest optymistyczna i zakłada, że wraz z rozwojem nauki i inżynierii na wysokim poziomie wszystkim ziemskim istotom będzie żyło się po prostu lepiej, zarówno na naszej planecie, jak i poza nią.
***
„Kosmos w zasięgu ręki” jest tematem wydania kwietniowego numeru „Biuletynu AGH”. Polecamy lekturę (plik pdf).